Zaniosłam mały owoc marzeń swych
tym, którzy dali mi szanse
i dostrzegli mnie,
gdy własnego odbicia
nie widziałam w lustrze.
Przywitana uśmiechem,
częstowana słowem
poczułam się jak w domu,
do którego chce się biec.
Miło wrócić do stada,
które przygarnęło cię,
gdy domu miałeś ledwie cień
a duszę twą trawił lęk.
Niepojęty spokój,
który ogarnia cię,
gdy jesteś w miejscu,
w którym wrócono ci życie.
[13.03.2017]
Beata Sadzenica
Copyright by Beata Sadzenica
Cieszę się, że wciąż są na tym świecie ludzie, z którymi chce się rozmawiać. Wszystko się zmienia, to miejsce też się zmieniło. Jednak wciąż są tam ci, przy których czuję się pełnowartościowym człowiekiem a nie ścierką do podłogi. Miło wiedzieć, że wciąż jest dokąd wracać. Może to nie dom, ale jak inaczej nazwać miejsce, gdzie czujemy się wśród swoich / u siebie?
Mój plan na ubiegły urlopowy tydzień wyglądał mniej więcej tak: "Sprawy za sobą wszelkie, jak by nie były wielkie zostaw." ("Twoje radio" Budka Suflera). Chciałam po prostu odpocząć i zająć się trochę sobą. Nie wszystko poszło idealnie, ale i tak wyszło lepiej niż się spodziewałam i mam za sobą bardzo udany tydzień. Może w końcu ruszę z miejsca.
W piątek (3.03) dotarła do mnie przesyłka z autorskimi egzemplarzami mojej książki "Jak powietrze. Nieopowiedziana historia 1/3". Dalej niedzielny koncert Cugowskich we Wrocławiu (100% satysfakcji) i spotkanie z K. Cugowskim, który okazał się być takim człowiekiem, jak myślałam. Później środa i rozmowy z kilkoma osobami, o których mowa w pierwszym akapicie pod wierszem. Na koniec machająca mi w piątek na pożegnanie ręka człowieka, dzięki któremu to wszystko jest możliwe.
Dziękuję wszystkim wyżej wymienionym i każdemu z osobna. Akumulator naładowany do pełna. Na jakiś czas powinno wystarczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz